Wspólnota Przymierza "Miasto na Górze" w Bielsku-Białej
19/06/2013
 
 
Nawigacja
Strona główna
Uśmiechnij się :)
Świadectwa
Ciekawe artykuły
Lekturnik
Warto obejrzeć
Apologetyka
Archiwum news-ów
Tylko dla mężczyzn
25 lat wspólnoty
Rekolekcje 2013 /13-06-09/
Szukaj
KTK
Katolickie Towarzystwo Kulturalne
Klub Arka
Zespół Szkół KTK

Miecz Ducha


Diakonia Player

Odtwarzacz pieśni Wspólnotowych
Zobacz, warto...
Dobra Nowina
Newsletter
Dla Użytkowników
Polecamy
Papież
DRACHMA
e-kuria
DDMD
Adopcja serca
Statystyki
Rozum w drodze do Boga

Czy Bóg istnieje? Kim był Jezus? Czy naprawdę zmartwychwstał? Odpowiedzi na te i inne pytania szuka Antonio Socci w swojej bestsellerowej książce "Śledztwo w sprawie Jezusa", wydanej w Polsce przez Dom Wydawniczy RAFAEL. Oto jej fragmenty, udostępnione przez wydawcę.

Nawrócenie

Dnia 9 grudnia 2004 roku wśród wielu newsów agencyjnych znalazł się jeden pochodzący z Associated Press o tej treści: "Słynny ateista uwierzył w Boga". Chodzi o Antony'ego Flewa, filozofa, który był dotychczas światowym symbolem naukowego ateizmu i patronem wielu dzisiejszych popularyzatorów idei nieistnienia Boga, takich jak Richard Dawkins. Podczas kongresu w Nowym Jorku Flew publicznie oświadczył, że przekonał się o istnieniu Boga i że jego pewność w tym względzie "oparta jest na naukowych dowodach".

Dla środowiska wiadomość ta była prawdziwym szokiem, ponieważ był mózgiem nowoczesnego filozoficzno-naukowego ateizmu od pół wieku, czyli dokładnie od roku 1950, kiedy to przedstawił w Oxfordzie swoją pracę zatytułowaną Theology and Falsification, która stała się jedną z najczęściej wznawianych dwudziestowiecznych książek filozoficznych. Jak mało kto, Flew przyczynił się do stworzenia poważnych teoretycznych argumentów dowodzących nieistnienia Boga.

(...) Głośne nawrócenie Flewa na deizm jest wydarzeniem o niezwykłym znaczeniu, ponieważ nie wynika z kryzysu osobistej świadomości, z osobistej historii niemającej nic wspólnego z jego badaniami filozoficznymi. Wręcz przeciwnie, sam Flew tak je uzasadnia: "Moje odkrycie Boga wynikło z pielgrzymki rozumu, a nie wiary".

Bóg Arystotelesa i Einsteina

Z pewnością trzeba niezwykłej intelektualnej lojalności, aby mając ponad osiemdziesiąt lat, po pięćdziesięciu latach akademickiej glorii, ogłosić "kapitulację" wobec dowodów, wywracając do góry nogami system filozoficzny, któremu zawdzięcza się miano słynnego mistrza ateizmu, i na koniec oświadczyć: "I now believe there is a God!" ("Teraz wierzę, że Bóg istnieje!"). Flew przedstawił czarno na białym główne argumenty, które przemogły go i przekonały, w niezwykłej książce wydanej przez Harper Collins w 2007 roku o znamiennym tytule "Bóg istnieje" i wymownym podtytule:

"Jak najsłynniejszy ateista zmienił światopogląd". Chodzi (ni mniej, ni więcej) o racjonalne odkrycie istnienia Boga. Wydarzenie to wywołało ogromny skandal w środowisku. W mass mediach jednak i w debacie publicznej poświęcono mu zdecydowanie mniej miejsca niż na to zasługiwało.

(...) Bóg, którego istnienie uznaje Flew, jest Bogiem Arystotelesa i Einsteina; Bogiem, do którego dociera rozum. "Nie usłyszałem żadnego głosu. Samo rozumowanie doprowadziło mnie do tego wniosku".

Do przekonania Flewa przyczyniły się najnowsze, skomplikowane odkrycia w dziedzinie biologii, chemii i fizyki. W zmianie światopoglądu Flewa decydującą rolę odegrały argumenty genialnego żydowskiego uczonego Geralda Schroedera, autora pozycji "The Hidden Face of God", a także refleksje zawarte w "The Wonder of the World" katolickiego dziennikarza Roya Abrahama Varghese, z którym potem napisał książkę "Bóg istnieje".

Piętno transcendentnej obecności

Ewidentne ślady Stwórcy, na które wskazują ci i inni autorzy, dotyczą zarówno makro- jak i mikrokosmosu. Kto bowiem nadał bezwładnej i ślepej materii żelazne prawa logiczno-matematyczne, które w zdumiewający sposób porządkują jej zachowanie zarówno w skali nieskończenie małej, jak i nieskończenie wielkiej? Rozważmy moment, w którym powstały obydwie, czyli Wielki Wybuch, od którego wszechświat wziął początek. Potężna eksplozja światła, która spowodowała rozszerzanie się elementarnej grudki czystej energii, była uderzająco podobna do pierwszego aktu stworzenia opisanego w Księdze Rodzaju, do Bożego Fiat Lux ("Niech się stanie światłość").

Wypracowując teorię Wielkiego Wybuchu, odkryliśmy, że czas, przestrzeń i materia miały początek w tym ułamku sekundy około 15 miliardów lat temu. Arno Penzias, laureat Nagrody Nobla z fizyki za odkrycie kosmicznego promieniowania tła (czyli echa Wielkiego Wybuchu), mówi: "Nie ma żadnego "przed" Wielkim Wybuchem, bo wcześniej nie istniał czas, przestrzeń ani materia".

Wszystko zatem narodziło się dokładnie w jednym, dokładnie określonym momencie i ma nieuchwytną przyczynę leżącą poza czasem, przestrzenią, materią i prawami fizycznymi rządzącymi wszechświatem.

Jednak piętno owej transcendentnej obecności, owej stwórczej Inteligencji odciśnięte zostało - jak twierdzą fizycy tacy jak Schroeder - w tym wszystkim, co później nastąpiło, od pierwszych ułamków sekundy. Wystarczy pomyśleć o doskonałej równowadze między energią ekspansji a siłami grawitacji. Gdyby energia Wielkiego Wybuchu była minimalnie wyższa albo minimalnie niższa, wszechświat podległby autodestrukcji. Była ona jednak doskonale w sam raz.

Przypadek?

(....) Spójrzmy tylko na niektóre fascynująco przedstawione przez Schroedera przykłady: optymalna odległość Ziemi od Słońca (wystarczyłoby, żeby planeta znajdowała się minimalnie bliżej lub dalej od Słońca, a życie na niej nie byłoby możliwe), idealny kształt orbity (gdyby była bardziej eliptyczna, jak na przykład orbita Marsa, nie byłoby życia)14. Poza tym przypadek sprawił, że gazy wulkaniczne umożliwiły powstanie atmosfery i oceanów, a tak zwany wiatr słoneczny fazy T-Tauri wiał wcześniej i nie zniszczył pierwocin życia.

I znowu za sprawą tego samego szczęśliwego "przypadku" atmosfera Ziemi posiada warstwę ozonową chroniącą przed śmiercionośnym promieniowaniem, ale przepuszczającą niezbędne do życia światło i ciepło. A przez inny zbieg okoliczności w środku Ziemi znajduje się wielka masa roztopionego żelaza opatrznościowo chroniąca życie na planecie przed innego rodzaju niszczącym promieniowaniem i sprawiająca, że żyjemy "pod prawdziwym parasolem magnetycznym".

(...) Grichka Bogdanov wykonał następujący rachunek: "Aby grupa nukleotydów "przez przypadek" stworzyła użyteczną cząsteczkę RNA (kwasu rybonukleinowego), potrzeba by było, żeby przyroda ponawiała próby przez przynajmniej milion miliardów lat (jedynka z piętnastoma zerami), czyli sto tysięcy razy dłużej, niż wynosi wiek naszego wszechświata". Wyobraźmy sobie, że pewnego dnia znajdujemy całą ,Boską komedię' wyrytą na skale. Gdyby ktoś twierdził, że znaki te powstały przypadkowo pod wpływem działania wiatru, wody i minerałów, z pewnością wyśmiano by go. To z oczywistych względów niemożliwe, zupełnie nieprawdopodobne. A przecież prosty organizm jednokomórkowy "zawiera pięć tysięcy razy więcej informacji niż cała "Boska Komedia". Jak to zatem możliwe, by pierwsza żywa komórka powstała przez przypadek?

Jaka to inteligencja...

Inny znakomity uczony Fred Hoyle uważa, że twierdzić, iż pierwsza komórka powstała przez przypadek, to tak, jakby wierzyć, że "tornado, wpadłszy do składu złomu, złożyło boeinga". Jakże więc przypadkiem wykształciły się i uformowały istoty żywe nieporównanie bardziej złożone od organizmów jednokomórkowych? Złożoność zwykłej mrówki jest tak niewyobrażalna, że przyprawia o zawrót głowy. A mrówka to jeszcze drobiazg.

Gdyby znaleziono w jakimś odludnym miejscu najnowocześniejszy komputer, czy byłby ktoś, kto ośmieliłby się stwierdzić, że urządzenie to powstało tam wskutek działania czynników naturalnych? Chyba tylko jakiś żartowniś. A przecież istota ludzka jest bytem fizyczno-intelektualnym nieskończenie bardziej wyrafinowanym i złożonym niż jakikolwiek istniejący komputer (który - bynajmniej nie przez przypadek - jest wytworem człowieka). Jednak nie uważa się za absurd twierdzenia, że ten perfekcyjny organizm został opracowany i utworzony przez przypadek.

(...)

istnienie rozumu, który je opracowuje, a nie znaleziono innych stworzeń posiadających go. Jaka zatem inteligencja wymyśliła, sformułowała i w takim stopniu zminiaturyzowała wszystkie te informacje zawarte w DNA w odpowiedniej kolejności? I jaka inteligencja spowodowała, że informacja ta może się stawać w wyniku naturalnych procesów materią biologiczną?

Pewność wielkiego uczonego

Ważne jest również to, że informacje zawarte w cząsteczce DNA należy odróżnić od niej samej. To tak jak w przypadku książki: papier i farba drukarska są środkiem przenoszącym informacje, które stanowią coś zupełnie innego, czyli myśl20. Bill Gates stwierdza: "DNA jest jak program komputerowy, tylko dużo bardziej skomplikowane". A czym jest program komputerowy, jeśli nie myślą poddaną złożonej obróbce? Czy zaś istnienie myśli zakłada istnienie inteligentnego bytu?

Flew poddał się właśnie wobec tego rodzaju dowodów. Określił jako "komiczny wysiłek" sposób, w jaki Dawkins próbuje wyjaśnić początki życia w kategoriach "szczęśliwego zbiegu okoliczności", czyli odwołując się do przypadku. Stwierdził sarkastycznie: "Jeśli to najlepszy argument, jaki macie na ten temat, to koniec dyskusji".

Albert Einstein powiedział natomiast, że w prawach natury "objawia się rozum tak genialny, że cała racjonalność myśli i rozumowania ludzkiego jest przy nim absolutnie nieznaczącym odblaskiem".

Właśnie postawa Einsteina zaważyła na zwrocie światopoglądowym Flewa. Wielu określało ojca teorii względności ateistą albo panteistą spod znaku Spinozy. Flew natomiast w swojej książce cytuje następującą myśl Einsteina, jasno wyrażającą jego pewność co do istnienia wyższej i transcendentnej Inteligencji, która uporządkowała świat w sposób racjonalny: "Nie jestem ateistą i nie sądzę, abym mógł się nazwać panteistą.

Znajdujemy się w sytuacji małego dziecka, które wchodzi do ogromnej biblioteki wypełnionej książkami w wielu językach. Dziecko wie, że ktoś musiał te książki napisać. Nie wie jak. Nie zna języków, w których napisano te książki. Dziecko podejrzewa, że książki ustawiono zgodnie z pewnym tajemniczym porządkiem, ale go nie rozumie. Myślę, że właśnie w takiej sytuacji znajduje się nawet najbardziej inteligentny człowiek wobec Boga. Widzimy wszechświat cudownie urządzony i podlegający pewnym prawom, ale prawa te rozumiemy tylko mgliście. Nasze ograniczone umysły zdają sobie sprawę z istnienia tajemniczej siły, która porusza konstelacjami".

I jeszcze: "Każdy człowiek zaangażowany poważnie w badania naukowe przekonuje się, że poprzez prawa przyrody objawia się duch, który nieskończenie przewyższa ducha ludzkiego i w obliczu którego człowiek, świadom, jak skromne ma możliwości, musi odczuwać pokorę".

Kiedy się objawił?

(...) Flew cytuje następujące wyznanie Einsteina: "Moja religia sprowadza się do pełnego pokory podziwu dla nieskończenie doskonałej istoty duchowej, przejawiającej się w tych drobnych szczegółach, które jesteśmy w stanie objąć naszymi słabymi, kruchymi umysłami. Owo głębokie przekonanie, że istnieje najwyższy rozum objawiający się poprzez niepoznawalny do końca wszechświat, stanowi podstawę mojej koncepcji Boga".

W tym miejscu nie można uniknąć postawienia sobie pasjonującego pytania, czy Stwórca - którego obecność jest tak ewidentna - kiedykolwiek wszedł w relację z istotami ludzkimi. Flew tak o tym pisze: "Najzupełniej sensowne jest pytanie o to, czy Bóg rzeczywiście objawił się w dziejach. Wszechmocny nie jest w stanie uczynić tylko tego, co logicznie niemożliwe. Wszystko inne jest w jego mocy". Z tego względu ostatnią część książki poświęcił on zweryfikowaniu możliwości, czy owa Inteligencja weszła w kontakt z ludźmi, czy wręcz sama przyszła na ziemię, stając się człowiekiem.

Starożytni Grecy nazywali Logosem ewidentną racjonalność wszechświata. Dla św. Jana Logos jest Rozumem i Słowem, za pomocą którego Bóg stworzył świat i racjonalne prawa nim rządzące, począwszy od mikrokosmosu atomów, a skończywszy na makrokosmosie galaktyk. Rozpoczyna on swoją Ewangelię wiadomością dotyczącą właśnie owej tajemniczej racjonalności ratującej nas przed absurdem: "Logos stał się ciałem i zamieszkał wśród nas". Flew uważa, że "charyzmatyczna postać Jezusa" jest tak wyjątkowa, iż sensowne jest poważne wzięcie pod uwagę przekazów, które go dotyczą. Jeżeli Bóg rzeczywiście się objawił, to - jego zdaniem - prawdopodobnie właśnie z takim obliczem.

Bóg się objawił?

Jakie jednak podstawowe informacje na temat Jezusa znalazłby nieznający Go zupełnie badacz, który dziś chciałby dowiedzieć się, kim On był? Z pewnością natrafiłby także na żałosne tezy jakiegoś dziwaka czy fanatycznego antyklerykała wręcz poddającego w wątpliwość Jego historyczne istnienie. Jednak w tym przypadku wystarczy odpowiedź myśliciela pozostającego poza wszelkim podejrzeniem, takiego jak Wolter. Uważał on, że ludzie negujący istnienie Chrystusa są "bardziej oryginalni w swych pomysłach od uczonych".

(...) Rudolf Bultmann - który również, na ile tylko mógł, niszczył chrześcijaństwo - napisał w 1926 roku: "Powątpiewanie w rzeczywiste istnienie Jezusa jest pozbawione podstaw i nie zasługuje na wykazywanie jego bezzasadności. Nikt przy zdrowych zmysłach nie może wątpić, że Jezus zapoczątkował historyczny ruch, którego pierwsze wyraźne stadium reprezentuje wspólnota w Palestynie".

(....) Potwierdza się również wyjątkowość świadectwa Jezusa o sobie samym, bowiem jako jedyny w historii zgłaszał On niesłyszaną nigdy wcześniej ani później pretensję do bycia Bogiem, który stał się człowiekiem. Czy to możliwe, aby Bóg objawił się w tak głośny, zdumiewający i niesłychany sposób? Jak nie stanąć w osłupieniu i zmieszaniu wobec takiej "uzurpacji", przede wszystkim, jeśli weźmie się pod uwagę koniec życia Jezusa?

René Girard wyraził ten sam niepokój: "Czy jest do pomyślenia, że młody Żyd, który umarł przed prawie dwoma tysiącami lat, skazany na od dawna zniesiony rodzaj tortury, był wcieleniem Wszechmogącego?". A jednak Girard nawrócił się na katolicyzm. Natomiast Flew na zakończenie swojej książki, przytoczywszy rozmowę z biskupem N.T. Wrigtem na temat Jezusa i Jego zmartwychwstania, dochodzi do zaskakującego wniosku. Przyznaje, że jest pod Jego głębokim wrażeniem, dodając: "Czy to możliwe, że Bóg się objawił? Jak już mówiłem, Wszechmocny nie jest w stanie uczynić tylko tego, co logicznie niemożliwe. Wszystko inne jest w jego mocy".

-------------

Tytuł oryginału włoskiego: "Indagine su Gesu". Informacje o autorze i kontakt - strona internetowa: www.antoniosocci.it

2010 Dom Wydawniczy Rafael, Kraków; e-mail: rafael@rafael.pl

www.rafael.pl

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Wideokomentarz
Komentarz do ewangelii
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.
Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij
TUTAJ.
o.Joachim Badeni
Kliknij w poniższy obrazek aby posłuchać konferencji o.Joachima Badeniego.

Można je pobrać i posłuchać w dziale Do pobrania  kategoria  o. Joachim Badeni